Czy mogę być katoliczką i kobietą seksualną? pyta Magda

Droga Karo

Przede wszystkim chciałam Ci podziękować za to, co robisz. Piszesz o seksualności w niesamowicie pozytywny sposób, w Twoich tekstach czuć, że naprawdę kochasz pomagać kobietom. Pomyślałam, że być może nadszedł czas zdobyć się na odwagę i napisać do Ciebie.

Otóż mam problem z pogodzeniem kobiecej seksualności z myślą Kościoła Katolickiego. Jestem katoliczką od urodzenia, wychowałam się w takiej rodzinie, dobrze mi z tym, przystępuję co tydzień do komunii i nie mam zamiaru rezygnować ze swojej wiary. Seks chcę uprawiać dopiero z moim mężem, mój chłopak o tym wie, akceptuje to i sam też chce podjąć się tego wyzwania. Uważam, że masturbacja to grzech, co prawda ciągle nie do końca rozumiem dlaczego, ale wierzę Kościołowi, że mówi tak dla mojego dobra, takie same poglądy mam również na temat in vitro i aborcji.

Ale w momencie, gdy zastanawiam się nad moją kobiecością, a zwłaszcza związaną z tym seksualnością przychodzi zgrzyt. Przede wszystkim nie mogę znaleźć katolickich materiałów traktujących o seksualności kobiet w sposób inny niż mówienie tylko o tym, że seks przed ślubem jest grzechem. Wiem o tym, ale chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej, bo przecież seksualność to nie tylko seks. Chodzę na różne spotkania w kobiecych gronach, czytam artykuły w internecie i teksty pozytywnie mówiące o kobiecej seksualności (w taki sposób, że czuję, iż faktycznie to, co tam mówią to prawda), ale płynie z nich dla mnie jeden wniosek, a mianowicie, że istnieją dwie ścieżki: albo będę kobietą seksualną, masturbującą się, uprawiającą szamanizm, mającą kontakt z naturą poprzez magiczne rytuały, uprawiającą jogę itp. albo będę kobietą należącą do Kościoła Katolickiego. Tylko, że ja chciałabym zarówno być katoliczką, jak i kobietą seksualną.

Być może to ja nie umiem znaleźć po prostu dobrych materiałów na ten temat. Niemniej jednak potrzebuję pomocy. Bardzo mi smutno i frustruje mnie ten dualizm. Albo przyzwolenie na swoją energię seksualną albo KK. A przecież Bóg dał nam też seksualność i jest ona dobra.

Proszę Cię, Karo, pomóż mi, te myśli nie dają mi spokoju i strasznie mnie martwią. Jak pogodzić te dwie sfery? Czy da się je w ogóle pogodzić? Zwracam się z tym właśnie do Ciebie, bo sprawiasz wrażenie bardzo otwartej, cierpliwej i wyrozumiałej osoby, więc czuję, że nie będziesz mnie od razu szufladkować z dewotkami.

Na koniec dodam jeszcze, że mam stałego spowiednika, który parę miesięcy temu za pokutę zalecił mi sprawianie sobie przyjemności przez 3 dni, cieszenie się z tego i nie katowanie się myślami „nie zasługuję na to, nie powinnam” (tak na potwierdzenie tego, że w KK są też bardzo mądrzy ludzie)

Pozdrawiam Cię serdecznie i przytulam,

Magda

Droga Magdo

Dziękuję Ci za miłe słowa i za ogromne zaufanie, którym mnie obdarzyłaś. Szczególnie, że otworzyłaś przede mną dwa najbardziej intymne obszary w naszym życiu – seksualność i duchowość.

O życiu duchowym w naszej kulturze mówimy powierzchownie i wstydliwie. To temat tabu, podobnie, jak seks. Często kategoryzujemy ludzi zgodnie z tym, jakiego są wyznania lub jaką deklarują seksualną orientację, nie próbując nawet zanurzyć się głębiej w tajemnicę naszych wewnętrznych światów.

KATOLICZKA CZY KOBIETA SEKSUALNA

Jestem Ci zatem wdzięczna za Twoją odważną deklarację – chcę być katoliczką i kobietą seksualną. Bo to wyznanie jest właśnie pierwszym krokiem do spełnienia.

Nie ma co ukrywać – to między innymi naukom i działaniom Kościoła Katolickiego zawdzięczamy sporo bolesnych przekonań na temat seksualności. Szczególnie kobiecej seksualności. Niektóre z nich pochodzą sprzed wielu stuleci i zrodzone zostały w zupełnie innej społecznej rzeczywistości. I tylko  brak śmiałości i odwagi w mówieniu o seksie sprawiają, że nie zostały dotąd poddane dyskusji przez wiernych.

Czas to zmienić. I mogą to zrobić właśnie takie kobiety, jak Ty.

W jaki sposób? Zadając pytania i nie godząc się na powierzchowne odpowiedzi.

Piszesz: „Uważam, że masturbacja to grzech, co prawda ciągle nie do końca rozumiem dlaczego, ale wierzę Kościołowi, że mówi tak dla mojego dobra”. Z mojej pracy z setkami kobiet, w różnym wieku i wielu wyznań, wynika, że w temacie seksualności, często nie jesteśmy w stanie ustalić wspólnej definicji dla wielu pojęć. To sprawia, że kiedy mówimy na przykład o masturbacji, nie potrafimy się zrozumieć bo każda z nas mówi o czymś innym.

Czym jest masturbacja?

  • Stymulowanie genitaliów aż do rozładowania napięcia seksualnego?
  • Pieszczenie własnego ciała aż do uzyskania podniecenia seksualnego czy przyjemności?
  • Stymulowanie penisa aż do wytrysku nasienia?
  • Masaż waginy?

Która z tych czynności jest grzechem? Wszystkie? A może tylko jedna z nich?

Nie jestem katoliczką ale wyobrażam sobie, że istnieje powód, dla którego KK uznaje masturbację za grzech. I gdybym była członkinią tej wspólnoty to chciałabym wiedzieć dokładnie czym jest w katolickiej definicji masturbacja i dlaczego jest grzechem. I w jaki sposób rezygnacja z masturbacji wspierać mnie może w duchowym rozwoju.

Wierzę, że istnieją odpowiedzi na te pytania. Co więcej – uważam, że wierni KK mają prawo domagać się od duchownych wsparcia w tym, aby mogli oni wieść udane życie seksualne zgodne z wykładnią.

Tak, wiem, może się trochę zagalopowałam 🙂 Ale jestem przekonana, że wiele osób odchodzi z Kościoła właśnie z powodu niezgody na restrykcyjne podejście do ludzkiej seksualności co w efekcie zamyka dialog i możliwość rozwoju. Dlatego napisałam, że nadzieją dla KK w temacie seksualności są kobiety takie, jak Ty, Magdo. Kobiety, które chcą pozostać w Kościele i żyć seksualnie.

ENERGIA SEKSUALNA TYLKO DLA JOGINEK?

Piszesz: „Istnieją dwie ścieżki: albo będę kobietą seksualną, masturbującą się, uprawiającą szamanizm, mającą kontakt z naturą poprzez magiczne rytuały, uprawiającą jogę itp. albo będę kobietą należącą do Kościoła Katolickiego”

Rzeczywiście można odnieść wrażenie, że większość praktyk, dzięki którymi można pielęgnować swoją seksualność ma pogańskie lub hinduskie korzenie. To może budzić nieufność osób, które pragną pozostać w pełni w zgodzie z doktryną własnej wiary.

Tak, jak pisałam na początku Listu – duchowość i seksualność to dwa tematy tabu. I równocześnie dwa obszary ludzkiego życiowego doświadczenia, które tęsknią za sobą i pragną połączenia (więcej o tym w kolejnym Liście od Karo).

Dlatego właśnie w Sex & Love School, w pracy indywidualnej i na warsztatach na żywo, które prowadzę, staram się nie wprowadzać praktyk i rytuałów, które wymagałyby odwołania się do systemów religijnych. Nie jest to niezbędne do tego, aby poczuć siłę pożądania w swoim ciele, żyć w zgodzie ze swoją seksualnością i znaleźć jej połączenie z duchowością.

Dziś żyjemy w czasach osobistych, światopoglądowych poszukiwań,  ale i sporego duchowego zagubienia. Wiele różnych systemów światopoglądowych i religijnych, z którymi mamy kontakt (jak hinduizm, buddyzm, tao, kulty pogańskie, szamanizm, wierzenia rdzennych plemion a nawet judaizm) miało w swojej doktrynie pracę z energią seksualną i wypracowało dla niej terminologię, która odnosi się do symboliki właściwej danej religii.

W większości chodzi jednak o to samo – że w naszych ludzkich ciałach płynie życiowa energią, którą możemy odczuwać nie tylko podczas seksualnego aktu.  I że świadoma praca z tą energią zapewnia zdrowie naszym ciałom i może nas zbliżyć do tajemnicy duchowości. 

Niełatwo znaleźć o tym informację w oficjalnych naukach KK. Ale nie jest to niemożliwe. Świadectwa o istnieniu tej energii znajdziemy w pismach chrześcijańskich mistyków i mistyczek, którzy podczas żarliwej modlitwy przeżywali stany, które praktycy jogi nazwaliby podniesieniem kundalini a taoiści energetycznym orgazmem. Jedną z moich ulubionych lektur o mocy ekstazy są pisma Św. Teresy z Avila.

Wiem też, że są duchowni, którzy odważają się w pozytywny sposób mówić o ludzkiej seksualności. Jednym z nich jest ks. Tadeusz Knotz, którego książki o seksie bardzo lubię.

Zatem, droga Magdo, wierzę, że możesz być katoliczką i kobietą seksualną.

Wierzę, że znajdziesz swoją drogę, kierując się wiarą, własnym sumieniem i odwagą w zadawaniu pytań i szukaniu odpowiedzi.

Równocześnie jestem przekonana, że KK potrzebuje seksualnej rewolucji. Listy takie, jak Twój pozwalają mi żywić nadzieję, że taka rewolucja nadejdzie.

Pozdrawiam gorąco Ciebie oraz wszystkie Czytelniczki Listów od Karo i zapraszam Was na najbliższy WEBINAR „ZAPYTAJ KARO” na którym dodam jeszcze kilka słów na ten temat. Na WEBINAR możesz się zapisać TUTAJ

Podoba Ci się moja odpowiedź? Udostępnij ten artykuł w swoich mediach społecznościowych i/lub wyślij komuś, komu może się przydać.

Zostaw też kilka słów od siebie w komentarzu pod tekstem:

  • jakie jest miejsce religii w Twoim życiu seksualnym?
  • czy i jakie zadajesz sobie pytania w tym temacie?

Dzieląc się swoją historię przełamujesz tabu i współtworzysz pozytywnie seksualną społeczność!

Twoja Karo Akabal

Czy mogę być katoliczką i kobietą seksualną? pyta Magda

| Listy od Karo | 9 komentarzy
O autorze
- jestem tu, aby Twoje życie stało się bardziej seksowne. Zapraszam Cię do eksplorowania dziesiątek inspirujących wpisów na mojej stronie! Seks to więcej niż myślisz :)
[FM_form id="2"]

9 komentarzy

Możesz użyć pseudonimu zamiast prawdziwego imienia!

  • Ania
    Reply

    Droga Magdo,
    nigdy nie pogodzisz tych dwóch sfer. One się wzajemnie wykluczają. Wiara w Boga, który dał nam cudowne ciała i przyjemności zmysłowe nijak się ma do nauk i wytycznych jakichkolwiek religii, które powstały by manipulować ludźmi. Popatrz jakie jest miejsce kobiety w katolicyźmie. Nie możemy służyć do mszy, nie możemy być księżmi, Zadanie kobiet to rodzić dzieci, obsługiwać męża i się nie skarżyć, bo przecież „Bóg tak chciał”. Świetna recepta na frustrację, niespełnienie i bycie ofiarą. Ja także wychowałam się w katolickim domu i kulturze, biegałam co niedziela na msze, w pewnym momencie życia myślałam nawet o zakonie. Wstydziłam się swojego ciała, wszystkie zdarzenia w życiu postrzegałam w kategorii winy i kary. Cokolwiek się zdarzyło mnie czy moim bliskim wierzyłam, że to moja wina, bo przecież robiłam coś złego – popełniałam grzechy.
    Chcesz czekać z seksem do ślubu? Wszystko pięknie w idei, idei idealnych ludzi, ale ludzie nie są idealni. Co jeśli przyszły mąż będzie miał zupełne inne upodobania niż Ty? Będziesz się męczyć do końca życia czy zrezygnujesz z seksu w ogóle? A skąd możesz wiedzieć co lubisz, jak lubisz być dotykana jeśli masturbacja to grzech i nie znasz własnego ciała i własnych potrzeb?
    Przepraszam, że tak brutalnie, ale przeszłam tę ścieżkę i wiem jak smakuje. Albo zaakceptujesz życie katoliczki zgodnie z wytycznymi Kościoła (choć już zaczynasz kwestionować i się zastanawiać, jesteś na dobrej drodze!) albo rozgraniczysz wiarę w Boga od wiary w religie i zaczniesz odkrywać jak cudowne może być zmysłowe życie (zmysłowe nie równoważy się z seksualnym, to coś dużo dużo większego).
    P.S. Wierzę w Boga, ale nie wierzę już w religie.
    Pozdrawiam

  • Katina
    Reply

    Magdo
    Ja też już przeszłam tą ścieżkę. Jestem kobietą w wieku jak to się powszechnie określa „dojrzałym”. Tak jak napisała Ania, ograniczona ilość ról jaka została nam przyznana, rodzenie, obsługiwanie męża i nie skarżenie się, bo „Bóg tak chciał” – niestety zostało wymyślone przez ograniczonych mężczyzn, śmiem twierdzić – kapłanów. Łatwiej się wtedy manipuluje.
    A czego w takim razie Bóg chciał od mężczyzn?? Nie jesteśmy podgatunkiem człowieka, kimś gorszym niż mężczyzna. Spójrz jak wygląda sprawa dużej aktywności seksualnej kobiet – z automatu są napiętnowane, jako te lekkich obyczajów. Mężczyznom się wybacza, bo mają takie potrzeby. KK, czyli przede wszystkim księża zwykli obwiniać za wszystko kobietę, nawet za to że np. została zgwałcona. Jak wiele hipokryzji jest w tym mniemaniu. Kata się usprawiedliwia, a ofiarę obwinia.
    Kolejna sprawa, w której z nauk Chrystusa jest mowa o masturbacji i tym podobnych rzeczach? To księża katoliccy przypisali tej aktywności grzeszność. A potrzeba spełnienia jest taką samą potrzebą jak jedzenie, spanie, itp. Obecne religie mają już niewiele wspólnego z tą pierwotną nauką Chrystusa. Ludzie dla swoich celów wypaczyli mnóstwo spraw. Ania ma rację – religie manipulują ludźmi. Zakazy są dla „maluczkich”, to ich się straszy piekłem i wiecznym potępieniem, a popatrz Magdo jak wiele obecnie wychodzi na jaw przypadków homoseksualizmu wśród księży (tak potępianego przez KK) i jeszcze więcej przypadków pedofilii. Czyli seksualność w każdej formie jest dla mężczyzn-księży, a dla kobiet posłuszeństwo? Brakuje tylko obrzezania u kobiet. Dobrze, że trafiłaś na takiego spowiednika, który dał Ci taką pokutę. Pamiętaj, że Bóg cię kocha taką jaką jesteś w całej twojej niedoskonałości. Zaufaj mu i kieruj się sercem, a nie skostniałymi średniowiecznymi wytycznymi niektórych księży. W seksualności nie ma nic złego, krzywdy nikomu nie robisz.
    Zaznaczam, że nie jestem feministką i jestem katoliczką, która przeszła już swoją drogę i wyciągnęła właściwe wnioski. Pamiętaj Magdo, życie masz tylko jedno, nie marnuj ani chwili.

  • Mini w Mini
    Reply

    Droga Magdo Kościół Katolicki i jaki i każda inna wiara nie pochwala masturbacji. Przede wszystkim nie należy podchodzić do seksualności jak do zabawki. Nie można jej tez poświęcać zbyt dużej uwagi. Nie jest ona najważniejszą częścią życia ludzkiego. Masturbacja na dłuższą metę niesie za sobą wiele złego. Przede wszystkim niszczy się relacje w związku, znika pożądanie do partnera oraz przychodzą trudności z osiąganiem orgazmu. Kościół mówi że to grzech, biblia to mówi. Ale nie potępia i nie skazuje na piekło. Poczucie winy które doświadczasz to reakcja obronna. To jest tak jak z piciem alkoholu. Masz kaca czujesz się źle i mówisz sobie że nie będziesz piła. Ktoś mógłby Ci powiedzieć masz dwie drogi do wyboru…pić lub nie pić dołożyć do tego słowa masz prawo do szczęścia i możesz robić to czego pragniesz.

    • Karo
      Reply

      Nieporozumienia powstaja kiedy nie uzgadniamy pojęć. Wiele z seksualnych zachowań może mieć negatywny wpływ na jakość relacji. Również wiele religijnych zakazów i nakazów powstało w innych społecznych okolicznościach. Biblijna masturbacja, która jest niewskazana to „marnowanie” nasienia i powód dla którego została uznana za grzech ma historyczne wyjaśnienie. Ja w swoim życiu I pracy rozróżniam kompulsywna masturbację, która jest powodowana przymusem rozładowania napięcia i ma destrukcyjny wpływ na nasza seksualna satysfakcję oraz autoerotyzm czy samomiłość, która to sztuka często pomaga uzdrowić nerwowe, kompulsywne seksualne nawyki. Jeśli ktoś chce pozostać w zgodzie ze swoja wiara warto sprawdzić i uzgodnić o czym dokladnie mówimy.

  • Monika
    Reply

    o jejku …wazny temat!
    to straszne, jak kobiety wierzące (praktykujące) same nakładają na siebie ograniczenie …w imię czego? zbawienia?
    …a co z księżmi pedofilami, homoseksualistami, żyjącymi potajemnie w związkach z kobietami?
    Magdo,
    Bóg w którego ja wierze jest we mnie! nie potrzebuje do tego zakłamanej religii, która każe mi ślepo wierzyć w coś co nie jest zgodne (z niczym dowiedzionym naukowo) ta religia polega na strachu i w ten sposób utrzymuje wiernych. (jestem wychowana w wierze katolickiej)
    Bóg w mojej wierze jest dobry! i nie chce żebym sie męczyła pytaniami i wątpliwościami …wszędzie daje podpowiedzi i odpowiedzi, wystarczy tylko otworzyć serce, żeby te znaki zrozumieć.
    Wiara nie polega moim zdaniem na bezmyślnym słuchaniu księdza, który nie ma pojęcia o niczym życiowym …on (z założenia) nie ma męża czy żony z którą czasami się kłóci, nie spłaca kredytów, nie zastanawia się co dać dziecku jeść! Co tak mierna służba naziemna może wiedzieć o Bogu w Twoim sercu.
    Czy Bóg nie chciałby, żebyś kochała samą siebie? (10 przykazań)
    a jak możesz siebie pokochać, jak wstydzisz się tego kim jesteś? wstydzisz sie być kobietą, bo jest tyle uwarunkowan, zakazow, ograniczen…

    Niebo gwiaździste nad Tobą, prawo moralne w Tobie!

    Ty wiesz najlepiej, co jest dobre dla Ciebie, żyjąc wbrew swojemu przeznaczeniu, przywiązujesz sie do swoich ograniczeń, które doprowadzają do mysli bycia kobietą spełnioną ALBO bycia kobietą religijną.

    jedno nie wyklucza drugiego

    Każdy ma swoja prawde i czegokolwiek nie przeczytasz bedzie prawda osoby piszącej …poszukaj w sobie tej prawdy. Masz ją w sercu, tam gdzie mieszka Bóg.

    Życzę Ci odnalezienia Twojej własnej drogi miłości :-*

  • Ania
    Reply

    Jestem mężatką od 6 lat i prawdą jest, że wcześniej nie za dobrze znałam swoje ciało. Wszystko zmieniło się po ślubie, a już diametralnie po drugim porodzie – który w przeciwieńswie do pierwszego, był całkowicie zgodnie z moją naturą, ekspresowy, z pełną świadomością, wyłączeniem rozumu, włączeniem życiowej energii, która przepływała przez moje ciało jak nigdy – dobrze się do tego porodu przygotowałam (w przeciwieństwie do pierwszego). To wydarzenie dąło mi siłę i energię do wielu dobrych zmian w moim życiu. Ale i też do poszukiwania siebie jako kobiety w kościele katolickim. Absolutnie nie zgodzę się z przedmówczyniami, które sądzą, że wiara w Boga, katolicyzm a wtłoczenie kobiety w pewne ograniczenia to jedno. Mężczyzn też się ogranicza, nie mogą wielu rzeczy, które możemy my – nie mają dziesiątek przywilejów, którymi my możemy się poszczycić. Jeśli postrzegać kobiecość jako ograniczenie, proszę bardzo – ale nie zamierzam winić za to wszystkich wokoł, z kościołem na czele, tylko siebie – że nie doceniam swojej natury. Dlatego zaczęłam szukać, pragnąć, przedzierać się przez schematy, i obalać te, które mi nie służyły, a zaakceptować te, które ułatwiały mi życie. I przede wszystkim… rozmawiać! Z mężem, ze sobą, ze swoim wnętrzem, z Bogiem – który mnie stworzył i najlepiej wie, gdzie tkwi moje szczęście – i co najważniejsze, ja rzeczywiście je tam znajduję.
    Im bardziej zaczęłam się akceptować, żyć w zgodzie z naturą, wiarą, partnerem – tym więcej mam odwagi, siły, zdolności, by kreować swoją teraźniejszość. BARDZO pomół mi w tym o. Ksawery Knotz, najbardziej „wyzwolony” z katolickich duchownych, piszę w cudzysłowiu, bo to, co on pisze – a pisze genialnie, prosto, prawdziwie i skutecznie – pomogło już tysiącom par wychowanych na starych katolickich zasadach, które często odbiegały od codziennego życia i potrzeb małżonków. „Seks, jakiego nie znacie” czy „Seks jest boski, czyli erotyka katolika” – to książki, które całkowicie wyzwoliły wielu ludzi z takich naleciałości. Powiecie, że co ksiądz może wiedzieć na ten temat? A ja Wam powiem, nie mówcie, póki nie poczytacie/posłuchacie. To prawdziwy geniusz relacji erotycznych. I tak jak psychiatra nie musi chorować na wszytskie choroby psychiczne, by pomóc choremu (a wręcz nie powinien!), a zna się na swojej robocie, tak właśnie działa ten ksiądz.
    Byłam na dwóch spotkaniach małżeńskich z nim i powiem szczerze, nigdy się tak nie uśmiałam, jak na jego prelekcjach właśnie – i nigdy tak wiele nie myślałam, nie rozmawiałam z M. i nie zmieniłam w swoim erotycznym życiu na lepsze, jak po wiedzy (tak bardzo z „naszego” życia wziętej, jak tylko to możliwe), którą wtedy zaczerpnęłam.

    • Karo
      Reply

      Podzielam podejście, że to w naszej gestii jest wyplaranie się z ograniczeń. To pozwala nam wyjść z roli ofiary i wziać odpowiedzialność za swoje życie

  • Pingback: Czy masturbacja jest większym grzechem niż seks? pyta Miłka | Karo Akabal

  • Kinga
    Reply

    Wiara i seksualność się nie wykluczają, choć z wielu powodów seksualność dla naszego dobra powinna być realizowana tylko w małżeństwie. Kiedyś te powody były dla mnie niezrozumiałe i też się na nie buntowałam. Natomiast pewnego dnia zaciekawiłam się dlaczego kościół tak zaleca, co stoi za tymi przykazaniami, jak to tłumaczą, innymi słowy : dlaczego właśnie tak? Zaczęłam poszukiwania, czytałam, przemyślałam i zarówno jako kobieta z doświadczeniami życiowymi, jak i psycholog doszłam do wniosku, że te nauki mają wielki sens, są dobre i dla kobiet i mężczyzn i są absolutnie uniwersalne na każdy czas, wiek. Gdybyśmy tylko umieli je stosować, to uniknęlibyśmy wielu nieszczęść i cieszyli się miłością, seksem i radością. Dlatego dziś polecam Wam wczytać się solidnie w naukę kościoła o seksualności, o zagrożeniach duchowych, których można doświadczyć używając źle pojętej seksualności oraz nauki o rodzinie, poszukać mądrych księży czy posłuchać samego papierza Franciszka czy Jana Pawła II i samemu przemyśleć całość tej nauki i zastanowić się czy ma to sens (piszę o całości, bo wyrwanie z kontekstu jednego choćby przykazania rzeczywiście może brzmieć dziwnie…). Tylko najpierw należy poznać coś, zamiast oceniać po wyrywać. Warto też zweryfikować swoje mylne przekona ia, wy iesione z domu, sama miała ich wiele,a okazało się, że prawda jest inna, i piękna 🙂 Pozdrawiam